OSTATNIA AKTUALIZACJA
TEJ STRONY
 02 mar 17

.......................................

Powrót do strony głównej:

 HOME-TROPIE


Okruchy historii Tropia


Fakty  -  Wspomnienia  -  Anegdoty
 

NA TEJ STRONIE:

KS. WŁADYSŁAW SOŁTYS
KS. PROB. JÓZEF WAŁEK

 ANEGDOTY TROPSKIE:
POD PATRONATEM SB
TATARZY W TROPIU

 

Ks. proboszcz Władysław Sołtys 
1946-1980 (1913-1980)

 

         Ks. Władysław Sołtys, ur. 4 maja 1913 r. w Świdniku (parafia Tęgoborze), był długoletnim proboszczem w Tropiu, w latach 1946-1980. Chwała Bogu za tę służbę! Zmarł 5 października 1980 r.
        Oto wspomnienie ks. bpa Władysława Bobowskiego, rodaka z Tropia,  opublikowane w piśmie "Currenda. Pismo Urzędowe Diecezji Tarnowskiej", R. 132 (1982), s. 44-47.

 


Ks. proboszcz Józef Wałek 1934-1946 (1900-1966)
"Żołnierz Niezłomny-Wyklęty"

        

         Ks. Józef Wałek urodził się 5 X 1900 w Rzochowie koło Mielca.
Był proboszczem w Tropiu w latach 1934-1946. Pamiątka jego pracy jest m.in. dzwon "Święty Świerad", sprawiony w roku 1936 na okoliczność minionego 900-lecia śmierci św. Świerada (według dzisiejszych ustaleń ta śmierć nastąpiła w roku 1031).
         W czasie II wojny światowej jego plebania w Tropiu dawała schronienia dla wielu uciekinierów przed okupantem. Jak proboszcz wspierał oddziały Armii Krajowej, a tuż po wojnie - Wolność i Niezawisłość. Za udzielenie schronienia partyzantowi, który okazał się prowokatorem, został w 1946 r. aresztowany przez władze komunistyczne i skazany na 10 lat więzienia.
      Dwaj krewni i dwudziestu parafian podpisało prośbę do prezydenta Bolesława Bieruta o ułaskawienie Księdza. Sposób formułowania prośby, aby miała jakieś szanse, mówi wiele o tamtych czasach straszliwego i nieobliczalnego terroru stalinowskiego.
           Z przymrużeniem oka należy traktować takie określenia proszących, jak: "zbrodnicza działalność organizacji", "banda", "obałamucony", "słabego charakteru", "oplątany zbrodnicza siecią" ksiądz; albo że "wszyscy pochylili czoła" przed ówczesnym wymiarem sprawiedliwości...

      "Najdostojniejszy Obywatelu Prezydencie Rzeczpospolitej Polskiej!
         W jesieni 1946 roku wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie, czynnego w Tarnowie, zasądzony został ksiądz Józef Wałek, lat 47 liczący proboszcz w Tropiu powiatu Nowy Sącz, na 10 lat więzienia za pomoc udzieloną bandzie, która pod nazwą "Tarzan" grasowała na terenie tegoż powiatu i okolicznych - a razem z nim zasądzono około 20 osób bądź na karę więzienia, bądź na karę śmierci.
         Na skutek tego wyroku padło przerażenie na parafię zasądzonego księdza Józefa Wałka i na okolicę, gdzie tenże proboszcz znany był z czasów okupacji niemieckiej jako kapłan podtrzymujący na duchu lud polski, oraz jako przywódca organizacji podziemnej, mającej za sobą wielkie zasługi w walce z okupantem niemieckim.
         Niemniej wszyscy pochylili czoła przed tymże wyrokiem jako wyrazem obowiązującego prawa, niedopuszczającego żadnych wyjątków, dopatrując się w nim tryumfu prawa nad podziemiem, walczącym metodami zbrodniczymi z Rzeczpospolitą Polską.
         Wyrok ten stał się prawomocny, a zasądzony ksiądz Józef Wałek odbywa orzeczoną, a skutek amnestii do połowy zredukowaną karę więzienia na ulicy Montelupich w Krakowie w więzieniu wojskowym.


         My niżej podpisani:
         1) NN. Sędzia Grodzki w N.
         2) NN. Kierownik Szkoły w N.
              jako jego krewni, oraz
         3) we wykazie w ilości około 20 osób podpisani parafianie jego według załączonego spisu

 

zwracamy się
do Ciebie Najdostojniejszy Obywatelu Rzeczpospolitej Polskiej o 
akt łaski

dla tegoż zasądzonego Księdza Józefa Wałka, przedstawiając następujące okoliczności:
         Zasądzony Ksiądz Józef Wałek był w swojej parafii i okolicy znany jako przywódca walki partyzanckiej z okupantem niemieckim, i wśród nieustannego niebezpieczeństwa dla swego życia, walkę tę kontynuował do końca okupacji z wielkimi wynikami dla Sprawy Polskiej.
         Jako taki był związany z członkami tejże organizacji partyzanckiej wielu węzłami wspólnych walk i niebezpieczeństw, i skupiał u siebie na plebanii, gdzie był proboszczem, wszystkie czynniki tejże walki.
         Wina tegoż zasądzonego ks. Józefa Wałka polega na tym, że po wyzwoleniu Polski nie umiał i nie miał dość siły zerwać pęt tejże organizacji, jakkolwiek przewód sądowy, poprzedzający jego zasądzenie wykazał, że zasądzony w jesieni 1945 r., starał się związek ten zerwać, porzucił pseudonim, pod którym był zakonspirowany, dając tem do zrozumienia, że zrywa z tą organizacją.
         Mimo to organizacja ta, mając u zasądzonego Księdza Józefa Wałka na plebanii od kilku lat ustalone miejsce konspiracji - nadal się tam sporadycznie, wbrew jego woli, zbierała dla prowadzenia walki - ale już zbrodniczej, bo przeciw Rzeczpospolitej Polskiej zwróconej.
         W ten sposób, zasądzony Ksiądz Józef Wałek został oplątany zbrodniczą siecią i nie znalazł w sobie dość odwagi, aby z sideł tych się wyrwać i przejść do pracy rzetelnej, dla dobra kraju tak bardzo jej potrzebującego.
         Podpisani obywatele, składający prośbę o akt łaski dla tegoż zasądzonego Księdza Józefa Wałka, bynajmniej nie usprawiedliwiają jego winy, przeciwnie - uświadamiają sobie, że zasądzony,  jako człowiek inteligentny, powinien zdobyć się na wszystko, aby tylko z organizacją zbrodnicza wszelki kontakt zerwać.
         Jeżeli tego nie uczynił, to wina przede wszystkim jego słabego charakteru, nie umiejącego zdobyć się na czyn stanowczy zerwania za każdą cenę, z osobami nawet węzłami walki okupacyjnej z nimi połączonymi.
         Winę tej słabości okupuje zasądzony Ksiądz Józef Wałek gorzko jako obywatel i jako duchowny, który przed swą władza duchowną musi również rachunek zdać ze swego czynu.
         Podpisani niżej obywatele proszą o wielkoduszny akt łaski dla człowieka w walce z okupantem zasłużonego, a potem inspiracją reakcji obałamuconego, aby mu dać możność wstąpienia na drogę pracy kapłańskiej i obywatelskiej, którą jakże chętnie tenże podejmie, uzyskawszy wolność, gdyż po odbyciu całej pozostałej mu do odsiedzenia kary mało mu sił do pracy pozostanie.
         Podpisani obywatele zapewniają Cię, Najdostojniejszy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej, że nie chodzi tu o człowieka złego, ale chodzi o człowieka obałamuconego, a obdarowany z Twojej łaski wolnością, jako kapłan i obywatel rzetelna pracą stokrotnie wynagrodzi Ojczyźnie, która pracy tej tak bardzo potrzebuje.
         Zasądzony Ksiądz Józef Wałek miał na swoim wyłącznym utrzymaniu dwoje małoletnich w wieku szkolnym zupełnych sierot po swym szwagrze, sierżancie Wojska Polskiego, które obecnie znalazły chwilowe schronienie u dalszych krewnych, ale zajęcie się nimi nadal przez zasądzonego jest bardzo nagląca potrzebą.
      Akt łaski, o który gorąco prosimy, zostanie z wdzięcznością oceniony przez szerokie sfery ludności jako dowód, że Ojczyzna przebacza obałamuconym, którzy na drogę prawa chcą wkroczyć i dla niej uczciwie pracować.
         Tarnów, dnia 8 maja 1947 r."


        
A oto odpowiedź Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Krakowie, Pr. Rej. 2039/46 z dnia 21 VII 1947:
       "Do Rady Parafialnej w Tropiu, gm. Kobyle-Gródek, pow. Nowy Sącz.
         Zawiadamiam, że wniosek Obywateli w sprawie darowania kary Ks. WAŁKA Józefa po myśli art. 9 o amnestii z dnia 22 II 1947 pozostawiłem bez biegu. Prokurator Wojskowej Prokuratury rejonowej w Krakowie, /-/ Mgr Pauli Jerzy"


     
  Ks. Józef Wałek, nie zyskawszy oczekiwanego ułaskawienia, ale objęty już wcześniej częściową amnestią, opuścił więzienie po pięciu latach, zdrowotnie jednak już jako mało sprawny do dalszej pracy kapłańskiej, a nawet do względnie samodzielnego życia..

         Ze wspomnień więziennych Władysława Gorzana, fragment o ks. Józefie Wałku
         "KSIĄDZ. Znowu przerzutka, ale przy okazji zlikwidowano pojedynki nie ze względów humanitarnych, ale dlatego, że nie było miejsca dla nowych więźniów. Do celi, gdzie wpadłem, wpadł też ksiądz. Był to zacny księżulko, a do tego krajan. Pochodził z Tropia koło Rożnowa, nazywał się Józef Wałek, za okupacji miał pseudonim „Józwa".  Pierwszy raz po tylu latach mogłem się wyspowiadać, zresztą nie tylko ja, bo chętnych było wielu. Siedzieliśmy w siedmiu w celi, która przewidziana była dla dwóch. Brakowało nieraz powietrza. Z inicjatywy księdza odmawialiśmy często wspólne modlitwy, szczególnie wieczorem. Ksiądz wymieniał intencję, a myśmy odmawiali trzy Zdrowaś i Wieczne odpoczywanie. I za pomordowanych na Syberii, i w Katyniu, i w łagrach sowieckich; za żołnierzy walczących z Niemcami, a potem z komuną. Dalej za rozstrzelanych, którzy złożyli swe życie na ołtarzu Ojczyzny, za cierpiących w celach Rawicza i Wronek i wszystkich więźniów w Polsce. Czasem słychać było, że klawisz podkradł się pod drzwi celi i słuchał. Wówczas ksiądz jeszcze głośniej mówił. Bywało, że jak klawisz po cichu przyszedł, tak starał się nie zauważony odejść. Inni znów zwracali uwagę, że obowiązuje cisza nocna, ale nie robili z tego powodu żadnych raportów. To już były inne czasy w więzieniu. Na noc dawali przeważnie kabewiaków, którzy nie byli tak przeżarci nienawiścią do nas. Ksiądz spełniał swoją posługę kapłańską w różny sposób, np. spowiadał podczas kąpieli lub umawiano się z księdzem do lekarza."
Żródło. Wspomnienia Władysława Gorzana

       
    Z Autobiografii i wspomnień więziennych Henryka Bacha z Brzeska, fragment o ks. Józefie Wałku
      "W celi siedział z nami ks. Wałek / proboszcz z Tropia /. W jednej z paczek otrzymano w chlebie zakonserwowany komunikant. Wszyscy, a było nas czternastu, po żalu doskonałym zostaliśmy przez księdza rozgrzeszeni i obdzieleni cząstka „ Hostii „. To zdarzyło mi się jedynie raz podczas mego pobytu w więzieniu"
Żródło.: Autobiografia i wspomnienia Henryka Bacha

         W latach 1952-1958 ks. Józef Wałek pracował jako proboszcz w parafii Kryg i Gawłuszowice. Potem w diecezjach gorzowskiej i gdańskiej. Zmarł 23 lutego 1966 r. w Mętowach (diecezja gdańska) w trakcie modlitwy brewiarzowej. Minęła więc 40. rocznica jego śmierci.

 

        Oto tekst listu, napisanego przez ks. Jana Piechotę, historyka, proboszcza sąsiedniej parafii Iwkowa, w odpowiedzi na przedstawione mu pewne niejasne opinie niektórych parafian Tropia w sprawie swojego byłego duszpasterza.


Szczegóły leksykalne życiorysu zob.  w książce:
Jerzy Myszor "Leksykon duchowieństwa represjonowanego w PRL w latach 1045-1989.
Pomordowani, więzieni, wygnani"
, t. I,  s. 298.


 

Sierpień 1946. 
tzw. Pogotowie Akcji Specjalnej (PAS) przy  Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym
(areszty - sąd - wyroki - rehabilitacja)

 

          [cytat] "Miesiąc sierpień 1946 roku był okresem szczególnych aresztowań w Tarnowie. W dużym stopniu przyczynił się do tego przybyły z Tarnobrzeskiego oddział PAS, który zakwaterowawszy się w Iwkowej, zamierzał przedostać się za granicę. Dowódcą oddziału był 22-letni kpt. Tadeusz Gajda, ps. „Tarzan” doświadczony już w walce z Niemcami a współdziałający od lipca 1945 z Hieronimem Dekutowskim „Zaporą”.

         Po nawiązaniu kontaktów z miejscowymi członkami Brygad Wywiadowczych i WiN-u, zamierzał utworzyć w Tarnowie odrębną strukturę PAS.  Przeprowadził tutaj dwie akcje rekwizycyjne na cele organizacji. Poszukiwany usilnie przez Urząd Bezpieczeństwa, został aresztowany 7 sierpnia 1946 r.

         Na ślad jego działalności doprowadziły UB zeznania Wiesława Budzika z Łękawicy, syna kpt Józefa Budzika zamordowanego w Katyniu, który torturowany nieludzko, (oblewano mu stopy benzyną i podpalano) przyznał się do znajomości z „Tarzanem”.

         Niesłychanie rozbudowana siatka agenturalna i szczególny nacisk kładziony na „walkę z bandytyzmem” przez doradcę sowieckiego kpt. Lwa Sobolewa sprawił, że do połowy sierpnia (po przejęciu dwóch archiwów organizacyjnych) zostało aresztowanych 19 osób z oddziału „Tarzana, 26 z WiN i 46 ze struktur terytorialnych (w tym 25 z Limanowej).

 

         Aresztowanych osadzono najpierw w piwnicach PUBP przy zbiegu ulic Krakowskiej 25 i Malczewskiego 2 (obecnie jest tam tablica pamiątkowa) i tutaj wstępnie przesłuchiwano w szczególnie wyrafinowany sposób, potem przewieziono do Krakowa i osadzono w więzieniu przy ul. Senackiej 3 lub do WUBP na Pl. Inwalidów.

 

         Po okrutnym i błyskawicznym śledztwie, już za miesiąc zostali skazani. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie dnia 27 września 1946 r. pod przewodnictwem kpt. Mariana Piękosza z udziałem asesora WSR por. Ludwika Kiełtyki wydał wyrok, skazani zostali:


          I. Na karę śmierci,
utratę praw publicznych na zawsze i przepadek mienia
:

1.                 Tadeusz Gajda,

2.                 Wiesław Budzik,

3.                 Kazimierz Orczewski,

4.                 Wojciech Wall,

5.                 Józef Zabdyr,

6.                  Ryszard Kwaśniewicz,

7.                 Stanisław Sak,

          II. Na dożywocie,
utratę praw publicznych na zawsze i przepadek mienia:

1.                 Julian Prażuch,

2.                 Teodor Truchan.

   III. Na długoletnie więzienie:

1.                 Józef Banek              - 15 lat, utratę praw publicznych na 5 lat i przepadek mienia,

2.                 Zofia Malinowska     - 15 lat, utratę praw publicznych na 5 lat i przepadek mienia,

3.                 Józef Lulek                - 12 lat, utratę praw publicznych na 5 lat  i przepadek mienia,

4.                 Henryk Bach              - 12 lat,

5.                 Tadeusz Stefaniak   - 12 lat,

6.                 Ks. Józef Wałek     - 10 lat,

7.                 Kazimierz Zelek         - 8 lat,

8.                 Tadeusz Zwoliński     - 8 lat,

9.                 Marian Adamowski   - 5 lat,
10.               Michał Macias            - 5 lat,

11.               Helena Masłoń           - 5 lat. 

IV. Uniewinnieni zostali
Andrzej Gadulski i Mieczysław Wyciślik.

 

      V. Do odrębnego rozpatrzenia wyłączono sprawy:
ks. Jana Piechoty, Jabłońskiego i Wojciecha Różańskiego.

 

Odczytanie wyroku nastąpiło nazajutrz 28 września, ale nie na sali sądowej, i nie w obecności członków rodzin,
a w świetlicy więziennej.

 

Po ogłoszeniu wymienionego wyroku, rodziny wnosiły prośby o ułaskawienie lub zmniejszenie wymiaru kary.
Podtrzymane jednak zostały kary śmierci wobec trzech pierwszych skazanych.

 

Zmieniono kary: Ryszardowi Kwaśniewiczowi do 15 lat więzienia, Stanisławowi Sakowi do 10 lat, a Wojciechowi Wallowi i Józefowi Zabdyrowi na dożywocie.

 

Wyrok śmierci na Tadeuszu Gajdzie „Tarzanie” - wykonano 14 października 1946 r. na Montelupich w Krakowie.

Wyrok śmierci na Wiesławie Budziku - wykonano 21 października 1946 r. na Montelupich w Krakowie.          

Wyrok śmierci na Kazimierzu Orczewskim - wykonano 8 listopada 1946 r. na Montelupich w Krakowie.
 

Pozostali skazani wychodzili w latach 50-tych, po odbyciu przynajmniej połowy kary i pozytywnej opinii naczelnika danego więzienia. Nadal jednak pozostawali pod czujnym okiem „wielkiego brata”.

Wszyscy zostali zrehabilitowani w III RP, jako walczący o niepodległość Polski.

Wspomniana sprawa została szeroko opisana w książce Marii Żychowskiej
„Represje komunistyczne w Tarnowskiem 1945-1956”, która ukazała się nakładem IPN pod koniec 2012 r."
oraz:  
http://www.tarnowiny.info/zychowska.htm
 

............................................................................................................................................................................................................

 

Trzeba wiedzieć, że inny "Wyklęty" z tej rodziny, to też Józef Walek ps.”Żbik” (zapewne kuzyn księdza)

Urodzony w Rzemieniu-Białe k/Mielca w rodzinie chłopskiej. Zastępca dowódcy oddziałów AK, samoobrony AK i WiN Aleksandra Rusina ps.“Olek”.

Latem 1946 r. zamordowany skrytobójczo przez UB. Pochowany w lesie w okolicach Dobrynina k/Mielca.
OKRUTNE TO BYŁY CZASY!
Nie można czytać i pisać bez wstrząsu! Zobacz dwa upamiętnienia:
[img]https://2.bp.blogspot.com/.../s9im5Ik81q8/s640/DSCF0016.JPG[/img]

https://4.bp.blogspot.com/.../q-0jkpCnKKI/s1600/DSCF0014.JPG

 

.............................................................................................. ..............................................................................................................

Fragment kazania abpa Sławomira Leszka Głodzia
z Homilii ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia z okazji odsłonięcia pomnika Danuty Siedzikówny „Inki”,
17-letniej sanitariuszki 5. Wileńskiej Brygady AK.

 

         W 1945 roku, w okresie największej aktywności niepodległościowego podziemia, ponad pół miliona ludzi tworzyło społeczność Żołnierzy Wyklętych. Dwadzieścia tysięcy walczyło w leśnych oddziałach, kolejnych kilkaset tysięcy w różnorodny sposób leśnych ludzi wspomagało: aprowizacją, schronieniem, łącznością, wywiadem. Dziś nie ma wątpliwości, że był to wielki powstańczy zryw. Liczebność leśnych żołnierzy z biegiem lat malała. W efekcie akcji podejmowanych przez wojska NKWD, jednostki UB, KBW, MO. Także wydarzeń zewnętrznych: braku reakcji mocarstw zachodnich na sfałszowane wybory do Sejmu Ustawodawczego, ogłoszenia amnestii. Niezłomni trwali. Wierni – do końca. Ostatni z Żołnierzy Wyklętych, Józef Franczak „Lalek”, poległ w październiku 1963 roku.

         A wymiar ich ofiary rzuconej na stos polskiej wolności? Z rąk polskich i sowieckich komunistów zginęło ich ok. 8 600. 5 tysięcy skazano na karę śmierci. Ponad połowę tych kar wykonano. W obozach i więzieniach ponad 20 tysięcy poniosło śmierć. To wciąż niepełne dane. „Gdzie są ich groby, Polsko! Gdzie ich nie ma! Ty wiesz najlepiej – i Bóg wie na niebie” – słowami poety Artura Oppmana pytał przed laty św. Jan Paweł II, patrząc na warszawski Grób Nieznanego Żołnierza.

         A gdzie wasze groby, Żołnierze Wyklęci? W kloacznych dołach, więziennych piwnicach, w zamaskowanych leśnych jamach, w zakątkach komunalnych cmentarzy. Bywa, że przykryte innymi grobami, niekiedy waszych oprawców, jak to ma miejsce na warszawskich Powązkach, na tzw. Łączce. Także te wciąż niezlokalizowane. Gdzie szukać grobów ofiar obławy augustowskiej w lipcu 1945 roku? Największej liczbowo zbrodni dokonanej na naszych rodakach po II wojnie światowej. Około sześciuset aresztowanych, przepadłych bez śladu.

         Zginęli, bo byli Polakami. Tak ujmuje ich los napis na symbolicznej mogile w Gibach u wrót Puszczy Augustowskiej. Ale przecież nie zatrzasnęła się na głucho polska ziemia. Trwają poszukiwania. W wielu miejscach odnajdywane są doczesne szczątki naszych braci, wrzuconych do bezimiennych mogił. W Warszawie, Wrocławiu, Białymstoku, innych miastach.
(Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/142949,wzor-i-patronka-polskiej-mlodziezy.html)

 

 

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::: :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::


Anegdoty tropskie


1. Pod patronatem Służby Bezpieczeństwa
i Ludowego Wojska Polskiego
 

         Jest rok 1983. Stan wojenny nie odwołany, a tylko zawieszony. Przygotowujemy uroczystość jubileuszu 900-lecia kanonizacji śś. Świerada i Benedykta - od 13 do 20 lipca. Zaproszony jest ks. Prymas, kardynałowie, kilkudziesięciu biskupów z kraju i zagranicy, duchowieństwo i rzesze wiernych.

         W służbach specjalnych - ostre pogotowie
         W klasie miejscowej szkoły podstawowej na dwa tygodnie zamieszkało dwóch funkcjonariuszy. Rozpracowują teren, mieszkańców i... komitet organizacyjny uroczystości.
         Także mnie jako proboszcza. Nachodzą mnie codziennie. Szczególnie miły był p. S. Przyszedł pewnego dnia w czasie, gdy uczestniczyłem w ustawieniu barier ochronnych na placu zgromadzenia. Przywołuje na rozmowę. Proszę jednak, żeby mi najpierw pomógł we wbijaniu kilku palików. Robota we dwóch idzie teraz lepiej. Pozostali pracownicy przypatrują się nam z ciekawością i bezczynnie. Więc wołam: "Ruszcie się do roboty, przecież nie będę sam ze Służbą Bezpieczeństwa ustawiał barier". "Ale mnie ksiądz zrobił!" - zareagował pan S. i odszedł daleko, cierpliwie czekając na swego "klienta", aż się uwolni od palików. Potem już się nie pokazywał przy mnie. Co nie oznacza, żeby nie można było odczuć jego i jego ekipy obecności!


         Trzy świnie i trzy chłodnie
         Były to czasy, gdy mięso w sklepach "dostawało się"  na kartki. Nie było więc szans na łatwe wyżywienie kilkuset specjalnych gości codziennie przez cały tydzień. Plebania wyhodowała trzy dorodne świnie. Zamówiła samochód-chłodnię z dębickich zakładów mięsnych, bo dni były niezwykle upalne. Na dzień przed ubojem wszystkie trzy świnie zastajemy rano... martwe!
Na nieszczęście i gorący apel zareagowali parafianie z Tropia i z sąsiednich miejscowości w dekanacie czchowskim. Gdy produkty zostały już zwiezione i ułożone w chłodni, po dniu okazało się, że chłodnia nie mrozi! Po całodziennym poszukiwaniu i znalezieniu zastępczej, z tarnowskich zakładów, w trakcie przekładania mięsa okazało się, że jest  już nieświeże. Ale po dniu okazało się, że i ten drugi samochód-chłodnia jest zdefektowany i nie chłodzi. Obydwa zakłady tłumaczą się, że wysłały sprawne chłodnie. Trzeci samochód-chłodnia, tym razem z Nowego Sącza, pracował pod stałym naszym nadzorem. Nie zdefektował, ale materiału spożywczego (mięso i pieczywo) nie udało się przywrócić do świeżości!

         Pomoc generała Jaruzelskiego
         Stałym problemem parafian i pielgrzymów jest dostęp drogowy do Tropia. Lokalnym potrzebom dwóch wiosek służy linowa kładka na Dunajcu. W owym czasie była bardzo obwisła; w czasie powodzi nieomal dotykała wody Dunajca, a na wietrze mocno się kołysała lub fruwała jak wstążka. Miejscowa ludność interweniuje u władz gminnych, a ks. biskup - u wojewody nowosądeckiego. Ten obietnicę biskupowi  złożył, ale swoim podwładnym oświadczył: "Zrobimy im tę kładkę, ale dopiero jak się "wyświeradują"! W ostateczności gmina dała kawałek liny -dla umocowania środka kładki do pnia wierzby na brzegu Dunajca....
         Natomiast aby dotrzeć do Tropia od strony zachodniej, czyli "od świata", trzeba się przeprawić przez Dunajec. Prom jest mało przepustowy i zawodny. Biskupowi Jerzemu Ablewiczowi udało się dotrzeć do gabinetu gen. Jaruzelskiego i przekonać wojskowych, żeby ustawili nam most pontonowy, np. w ramach wojskowych szkoleń, choć za grube pieniądze diecezji.
         Kiedy w przeddzień otwarcia uroczystości przywieziono segmenty mostu z Demblina pod Warszawą i zainstalowano, okazało się, że jest ich zbyt mało, bo mapa niedokładnie pokazywała szerokość Jeziora Czchowskiego. Kiedy w ostatnim momencie dowieziono brakujące elementy, okazało się znów, że z powodu rozpoczynającej się powodzi jezioro znów się poszerzyło i znów trzeba jechać po brakujące segmenty. A i po tym uzupełnieniu most był instalowany i deinstalowany codziennie i od nowa, i tylko na samo nabożeństwo, bo może nie wytrzymać długo zbyt dużego ruchu wody....


         Dla "bezpieczeństwa Tropia"
         W godzinę po skończonej uroczystości centralnej, w niedzielę 17 lipca, przybywa ku kościołowi młoda para małżeńska, zapłakana. Tak bardzo chcieli uczestniczyć w tej uroczystości!
Niestety, milicja zatrzymała ich w Bartkowej, w odległości 16 km od Tropia, tłumacząc, że nie mogą wpuścić już kolejnych pojazdów (byli na motocyklu!), a to dla bezpieczeństwa Tropia i pielgrzymów; bo może już brakować miejsca. Małżeństwo do Tropia przyszło więc - pieszo i dopiero dwie godziny po nabożeństwie!
         Podobnie okazało się, że i w Jurkowie koło Czchowa zatrzymywano ludzi, którzy z lęku nie chcieli przyznać się, że jadą do Tropia albo właśnie dlatego, Ze się przyznali!
         Trzecim punktem takiej blokady milicyjnej było skrzyżowanie koło mostu na Białej w Witowicach Górnych, 6-17 km od Tropia, w zależności od sposobu podróży - pieszo lub samochodem.
         A tymczasem w Tropiu na drogach i parkingach było względnie pusto...


         Ten "niewdzięczny z Tropia!"
         Jesienią tegoż roku 1983 odbyły się jakieś wybory. W punkcie wyborczym w Wytrzyszczce (parafia Tropia) nie udały się. Musiały być powtórzone. Analiza służb specjalnych miała wykazać, że winien jest proboszcz z Tropia, głoszący jakieś niesprzyjające kazania.
         Po jakimś czasie prosi mnie na rozmowę do siebie ks. kanclerz Kurii Diecezjalnej, delikatnie, bez terminu i pośpiechu. Po przybyciu zgłasza mi, że jest na mnie doniesienie Wojewódzkiego Urzędu d/s Wyznań, że "ksiądz z Tropia przeszkadzał nam w wyborach w Wytrzyszczce. To myśmy mu tak pomagali w organizacji i przebiegu wielkiej uroczystości w lipcu, i dzięki temu mogła się ona udać, a on nam okazał taką niewdzięczność!"
      No, spotkanie w Kurii skończyło się powszechnym śmiechem!
 


2. O tym, jak w Tropiu łatwo stracić głowę
czyli Tatarzy w Tropiu!
 

         W romańskim kościele w Tropiu codziennie pokazuje się turystom i pielgrzymom średniowieczne ślady zniszczeń, które pozostały po pożarach na romańskim wątku tynku, więc może z XIII wieku, może z czasów napaści przez Tatarów w latach sześćdziesiątych czy osiemdziesiątych tego wieku. I zawsze do nich kierujemy apel "Nie naśladujcie Tatarów przez hałasowanie, brak szacunku i niszczenie - tu, w Tropiu i gdziekolwiek indziej".
         Niestety, ten apel często pada już po szkodzie. Interesujące środowisko dostarcza młodzieży, która wszystko chce wykorzystać dla rozrywki i zamienić w zabawę, dużo pomysłów!


         Ze skałą w dół
         Na dole, pod wzgórzem kościelnym, trwa robota porządkowa. Na górze, po placu kościelnym, przechadza się grupa jakiejś młodzieży. Nagle - krzyk! Z góry wzgórza zsuwa się w dół duży, kilkusetkilogramowy głaz, a na nim, potem obok niego - młody "alpinista". Kamień  na szczęście zniszczył tylko nakrycie studni na dole. "Sportowiec" ocalał!
         Po co tu, do Tropia, przyszedł? Kto mu dał pomysł na wspinaczkę?
         Od tego czasu zakazujemy przechodzenia przez ogrodzenie przykościelne na skałę. Powoduje to konflikty z tymi, którzy wszędzie szukają tylko przyjemności, ale nie ma innego wyjścia!


         Dwa pomysły: na śliczne zdjęcie i na huśtawkę!
         Do Tropia przybywa duża, około stuosobowa grupa młodzieży licealnej z klas najstarszych w Tarnowie. Kierują nimi nauczyciele i wychowawcy.
         Dziewczęta, jak dziewczęta. Marzenie, żeby wyglądać ślicznie na jakimś zdjęciu, uskrzydla wyobraźnię! Te wpadły na pomysł, żeby sobie wyjść na ołtarz polowy, na którym niekiedy bywa celebrowana Msza św., uformowały się w trzypiętrową piramidę, a nauczyciel robił im fotografie. Pewnie  dla ozdobienia szkolnej gazetki ściennej na korytarzu!
         Chłopcy zaś inaczej; nie będą przecież tak poniewierać ołtarza! Co więc robią? Udają się na różaniec, otaczający wzgórze kościelne. Nie dla odmawiania. Żeby się pohuśtać! W rezultacie tej zabawy trzeba było potem sprowadzić spawaczy z Czchowa, żeby pospawali metalowe ogniwa, przerwane na skutek przeciążenia...

 "Ojcze Święty, kochamy Cię!"
         Zmarł Ojciec św. Jan Paweł II. Pogrzeb się jeszcze nie odbył. Trzeba i w Tropiu jakoś godnie go uczcić i pomodlić się za niego, bo przecież jako arcybiskup w 1966 r. brał udział w ważnej uroczystości przy pustelni i ładne słowa wypowiedział o tym miejscu. Więc zakupiliśmy kilkaset zniczów, aby w niedzielę urządzić procesję ze światłami ku pustelni i tam celebrować za niego Mszę św. Pojemnik ze zniczami był pozostawiony u drzwi zakrystii na dziedzińcu kościoła.
         W ciągu tygodnia odwiedziła nas wycieczka że pewnego technikum w Krakowie. Po zwiedzeniu kościoła (widocznie jednak nie wszyscy w nim uczestniczyli) grupa odjechała w spokoju. Zauważyliśmy jednak, że obok zakrystii nie ma pojemnika ze zniczami. Wnet okazało się, że jest w innym miejscu, ale pusty! Co się stało? Po wielu godzinach zauważyliśmy, ze znicze zostały rozrzucone po jeziorze!
         Grupka z tej młodzieży pozostać na zewnątrz, bo chyba brak wiary nie pozwolił jej wejść do wnętrza, i z nudów albo jakichś satanistycznych uczuć mocno się napracować, aby rozrzucić kilkaset zniczów!
         Procesja ze zniczami nie odbyła się. Nabożeństwa przy pustelni za Ojca św. nie było...
         Złośliwy by mógł skomentować, że była to praktyczna realizacja znanego zawołania młodzieży krakowskiej spod papieskiego okna na franciszkańskiej: "Ojcze Święty, kochamy Cię!"


I coś tylko dla czytelnika o zwiększonej odporności emocjonalnej i moralnej
        Kopulowała się ze Słońcem
        W Czchowie Dom Wypoczynkowy Temida, służący przeważnie prokuraturze, gości grupę młodzieży. Pochodzą z pewnego liceum społecznego, znanego jako jedyne z tego, że na starcie w statucie zastrzegło sobie, że nie będzie w nim katechizacji, ksiądz nie będzie miał tam wstępu. Ale sataniści - owszem, owszem! Dzwoni więc ich kolonijna opiekunka, ale dyskretnie informuje: "Przybędzie do Tropia młodzież, ale niech ksiądz uważa, bo będzie to koło młodych satanistek".
         Gdy młodzież uczestniczyła już w programie zwiedzania, zauważam, że jedna dziewczyna leży na ołtarzu(!), na plecach, z kolanami rozstawionymi. "Co pani robi!" - krzyknąłem na nią. "A co, nie widzi pan, że się kopuluję ze Słońcem?" - odpowiedziała. "Proszę natychmiast zejść z ołtarza!" - zawołałem. Zeszła i przyłączyła się do grupy.
         Po zakończeniu zwiedzania kościoła owa satanistka wpisała do Księgi Pamiątkowej: "Wszystko było tu OK, tylko przewodnik był cham!".
         No, faktycznie, bo kto to widział, żeby przeszkadzać komuś w kopulowaniu się?
         A sam ołtarz musieliśmy ponownie poświęcić!


Zamiast posumowania
         'Wracamy stąd lepsi!"
         Ku kościołowi przybywa kilkuosobowa grupka dorosłych chłopców na rowerach. Dość dwuznacznie wyglądają. Niezbyt umyci, nieuczesani, jakby niewyspani... Czyżby jakaś banda? Z obawą otwieram im kościół, niepewny, czy nie użyją jakiejś przemocy. Słuchają objaśnień, początkowo bez uwagi i zainteresowania. Ale z biegiem czasu coraz uważniej, coraz poważniej i pobożniej, aż wreszcie - na klęcząco!
          W księdze pamiątkowej zapisali: "Przybyliśmy tu zupełnie przypadkowo, wracamy stąd lepsi!"
         To jest jednak, zapewniam, nasza codzienność, a nie te zdarzenia, o których było wyżej!


 

 

Nasze Menu. Startuj ze Strony Głównej!

TROPIE - kościół i sanktuarium
śś. Świerada i Benedykta

Wioski
w parafii Tropie

Kościoły i święci
w regionie

Polsko-słowacko-
węgierskie braterstwo
kościołów i szkół

 STRONA GŁÓWNA
 Topografia Parafii
 Święci Pustelnicy
 Kalendarium histor.
 Zwiedzamy kościół
 Relikwie w kościele
 Zwiedzamy pustelnię
 Zwiedzamy parafię

 Wydarzenia nowe
 Ogłoszenia niedz
 Refleksje aktualne
 Informacje stałe
 Literatura naukowa
 Kontakt z nami
 Ulubione strony
 Okolicznościowe

 Tropie SzP
 Roztoka-Brzeziny SP
 Witowice Dolne
   SzkołaPodst.WD
 Witowice Górne
 Wytrzyszczka SzP
 Będzieszyna
 Najdawn. dzieje 

 Parafie, kościoły itd.
 Dekanat Czchów
    Kościoły i święci DC
 Dekanat Ujanowice
 Dekanat Zakliczyn
 Parafie nad jeziorami
 Konkurs regionalny

Tropie - ojczyzna
Nitra katedrála Zobor
Skalka nad Váhom
Nitra základná škola
Trenčn základná škola
Skalité základná škola
Witowice Dolne szkoła
Wytrzyszczka szkoła

WbM. ks.St.Pietrzak;  pietrzakstan@poczta.onet.pl;  tel. 601 918 322;  Copyright by Parafia Tropie

Str.pryw.-genealog. PIETRZAKOWIE.Pietrzak, JANIKOWIE.Janik, FIUTOWIE, SZLAGOWIE       Nadto: Gierałt.GIERAŁTOWIE